Włodarz Rzeczypospolitej

 

 

Najbardziej popularną formą kontaktów społeczeństwa z prezydentem były dożynki, odbywały się one od roku 1927 corocznie w Spalę. Stanowiły uroczystość i widowisko o skali dotąd w Polsce nic znanej. Z roku na rok gromadziły coraz więcej uczestników, których liczba sięgała niejednokrotnie kilkadziesiąt tysięcy. Przed prezydentem przechodziły kolejno rolnicze delegacje z wszystkich dzielnic Rzeczypospolitej, a następnie składały mu wieniec od całego kraju i wianki regionalne. Tytułowany był on przez starostów i przodowników dożynkowych Pierwszym Gospodarzem, Władnym Gazdą lub Włodarzem Rzeczypospolitej. Podobny charakter, lecz ze znacznie skromniejszą oprawę miały "dożynki" robotnicze. Troska obozu rządzącego o podnoszenie autorytetu urzędu Prezydenta stała się powodem narodzin legendy Mościckiego. Niemalże z tygodnia na tydzień okazało się, że nieznany szerzej uczony wyrastał na coraz większego mocarza ducha i intelektu. Mnożyły się więc propagandowe broszury, przybywało wydawnictw okolicznościowych, tablic pamiątkowych i instytucji z imieniem Prezydenta w tytule. Instytut Propagandy Państwowotwórczej firmował książkę Henryka Cepnika. Znaleźć w niej można następującą charakterystykę Prezydenta: "Uczony światowej sławy, znany daleko poza granicami Ojczyzny ze znakomitych prac naukowych i wynalazków; entuzjastyczny miłośnik swego kraju, pragnący dlań najświetniejszej przyszłości; troskliwy i zapobiegliwy gospodarz Państwa, które chciałby widzieć na szczytach potęgi i wielkości, przy tym człowiek o charakterze nieskazitelnym i jak łza czystym, umyśle niepospolitym, ogarniającym szerokie widnokręgi spraw i zagadnień, sercu głęboko czystym i szlachetnym - Prezydent Mościcki, demokrata w najistotniejszym i najpiękniejszym tego wyrazu pojęciu i zrozumieniu, jest jakby spełnieniem idealnego postulatu filozofów starożytnych, którzy marzyli o tym, aby na czele państw stali wielcy myśliciele i uczeni". W siedzibie Prezydenta często gościli działacze społeczni i samorządowi. Mościcki lubił takie spotkania dlatego, iż stanowiły dla niego źródło informacji o funkcjonowaniu państwa i nastrojach społecznych. Obawiał się, aby na swoim stanowisku nie być całkowicie izolowanym. Na suió; sposób szczerze przejmował się bolączkami i trudnościami państwa, nie wierzył jednak, aby można było im zaradzić natychmiast. Wymagało to jego zdaniem długich i żmudnych wysiłków, oraz powszechnej dobrej woli aby ciągłym i stopniowym wspinaniem się ku górze osiągać coraz lepsze wyniki. Wgląd w pracę instytucji państwowych i samorządowych oraz możliwość zorientowania się w rzeczywistym postępie życia społecznego dawały Mościckiemu -jak sam uważał liczne podróże po Polsce. W przeciwieństwie do demonicznych inspekcji generała Składkowskiego, pojawiającego się niespodziewanie w różnych miejscach o najdziwniejszych porach, Prezydent podróżował wcześniej zapowiedziany. Władze terenowe miały więc dostatecznie dużo czasu, aby się do tego przygotować i wypaść jak najlepiej. Wojaże te z pietyzmem odtwarzał w swej autobiografii.