Szwajcaria

 

 

Wezwanie angielskiego chemika Williama Crookesa do poszukiwania nowych metod pozyskiwania azotu podjęło wielu uczonych. Wprawdzie Mościcki włączył się później niż inni, lecz wytężoną pracą szybko nadrobił „zmarnowany" w Londynie czas. Intuicja podsunęła mu trafne rozwiązanie: utlenienia azotu atmosferycznego za pomocą łuku elektrycznego. Zjawisko znane było od dwóch wieków, bez trudu wykonywali je studenci w ramach zajęć uniwersyteckich. Trudność sprawiało opracowanie technologii, która pozwoliłaby reakcję wykorzystać na l niż laboratoryjna. Obowiązki uniwersyteckie zbytnio absorbowały czas i uwagę Mościckiego, porzucił więc uczelnię, aby całkowicie poświęcić się pacy badawczej. Decyzja spotkała się z pozytywnym odzewem władz kantonalnych, które pozwoliły mu na korzystanie z aparatury uniwersyteckiej i przyznały pomieszczenie na urządzenie laboratorium. Finansowaniem prac zajęła się specjalnie powołana spółka o kapitale w wysokości 90 tyś. franków, znajdującym się w większości w rękach polskich udziałowców. Pierwszym zagadnieniem, jakiego podjął się rozwiązać Mościcki, polegało na opracowaniu metody produkcji z powietrza i wody kwasu azotowego. Mówił o nim po latach: „Była to próba wielkiego wysiłku przy jednoczesnym ogromnym wyczuciu odpowiedzialności, którą na swe barki włożyłem. Toteż pracowałem prawie bez wytchnienia. Całe dni eksperymentowałem, a po nocach przygotowywałem teoretyczne podstawy do dalszych badań. Przy każdej trudności, czy też niepowodzeniu, męczyła mnie troska, czy czasem nie porwałem się z motyką na słońce. Nie było przy tym nic dziwnego, bo wtedy nie miałem jeszcze sprawdzianu swych sił i kwalifikacji. Kilka rozwiązań drobnych problemów z czasów jeszcze asystenckich nie mogło mi dać pewności pod tym względem. A trudności i niepowodzenia były duże. I jeżeli im nie uległem, to zapewne głównie zawdzięczam to wysokiemu poczuciu odpowiedzialności, która była wstanie wydobyć ze mnie nadzwyczajną energię i zawziętość w pracy". Idea technicznego wykorzystania tworzenia się tlenków azotu z powietrza przy wyładowaniach elektrycznych wymagała zupełnie innego opanowania techniki wysokich napięć, aniżeli to, którym dysponowała ówczesna elektrotechnika. Aby cały program badań nie upadł, należało skonstruować potrzebne kondensatory. Mościcki podjął to wyzwanie. „Zadanie było trudne i wymagało dużego wysiłku (...) W czasie tych prób, trwających dzień i noc, trzeba było w nocy dyżurować. Często w czasie przypadającego na mnie dyżuru, łamałem sobie głowę co mi co mi dalej czynić należy. Po dłuższych próbach, które z wielką cierpliwością, ale i z zaciekłym uporem prowadziłem, zdołałem jednak odkryć nowe zjawisko, które wykorzystane przy budowie kondensatorów, rozwiązało zadanie moje w zupełności (...). Fakt ten bardzo mnie wzmocnił psychicznie: od tej chwili nabrałem większego zaufania do samego siebie i swoich kwalifikacji. Muszę się przyznać, że do tego momentu ciążyła mi odpowiedzialność moralna z powodu wzięcia na siebie zadań nie tylko trudnych, ale i kosztownych. A wrażliwość moja pod tym względem była tak duża, że wolałbym nawet śmierć, aniżeli sprawienie zawodu ludziom finansującym moją pracę". Lata studiów nad elektrycznością uwieńczył sukces na światową skalę.