Szwajcaria

 

 

30 letni, obarczony rodziną, Mościcki przybywając do Fryburga prócz potencjalnych zdolności i zapału do pracy niewiele mógł zaoferować swemu pracodawcy. Nie posiadał ani dyplomu ukończenia ryskiej politechniki, którą opuścił przed złożeniem egzaminów końcowych, ani kwalifikacji do objęcia stanowiska asystenta w katedrze fizyki. Do tej pory zajmował się chemią, w dodatku przez ostatnie 5 lat jego kontakt z nauką sprowadzał się jedynie do odświeżania, nie zaś poszerzania ongiś zdobytej wiedzy. Konieczne stało się więc podjęcie regularnych studiów uzupełniających z zakresu fizyki i matematyki. Formalnie trwały one przez trzy lata począwszy od 19 października 1897 roku Faktycznie przebiegały szybciej, Mościcki nie zamierzał bowiem zaprzepaścić szansy poprawy swej społecznej i finansowej pozycji. Po latach wspominał: „Naukę pochłaniałem we Fryburgu z niesamowitą chciwością. Szesnastogodzinny dzień pracy nie należał do rzadkości. Ćwiczenia z fizyki, które normalnie rozłożone były na cały rok odrobiłem w przeciągu dwóch miesięcy. To pozwoliło pro/. Kowalskiemu przyspieszyć powołanie mnie na asystenta. Do moich obowiązków należały prace związane z wykonywaniem eksperymentów na wykładach z fizyki. Czynności te wykonywałem bardzo starannie i uwzględniałem wszystkie możliwe doświadczenia. Było to mi potrzebne do głębszego wpracowania się w ten dział nauki (...) przerobiłem w ten sposób wszystkie działy fizyki eksperymentalnie i teoretycznie". Niebawem powierzono Mościckiemu bardziej odpowiedzialne zadania. Rozpoczął samodzielne zajęcia praktyczne ze starszymi rocznikami studentów i pomagał w eksperymentach doktorantom prof. Kotua/sfciego. Ćwiczenia zwłaszcza z zakresu elektrofizyki zajmującej Mościckiego szczególnie przyniosły młodemu asystentowi uznanie i niemały rozgłos. Ceniono go zresztą nie tylko za wyjątkową wprawę w przeprowadzaniu doświadczeń. Jan Modzelewski, zdobywający we Fryburgu szlif y doktorskie, zapamiętał z tamtych czasów: „Z setek przyrządów, które posiadał Instytut, Ignacy Mościcki znał, rzec można, bez przesady każdy szczegół i najmniejszą śrubkę. Toteż podczas, gdy my mając nieraz do czynienia z bardzo dokładnymi i skomplikowanymi przyrządami, nie mogliśmy, pracując całymi dniami, dostosować ich do przewidzianych pomiarów i zwracaliśmy się w końcu do ostatniej deski ratunku, do Ignacego Mościckiego. On ku naszemu zdziwieniu, jakby pod wpływem czarodziejskiej różdżki, w bardzo krótkim czasie wszystko doprowadził do porządku. Kiedy zaś objawialiśmy Mu z tego powodu nasze zdziwienie, zwykł był mawiać: „Cudów w nauce nie ma" Jego głęboka wiedza i zdolność intuicyjna imponowała nam, którzy często byliśmy świadkami, jak niezwykłe wydawały one rezultaty. O wielkim jego zamiłowaniu do nauki mogliśmy się przekonać, kiedy trzymając w ręku jakiś misternie zbudowany przyrząd, patrzył nań tak, jak rozmiłowany zbieracz patrzy na najpiękniejsze przedmioty swych zbiorów". W pierwszym roku nowego stulecia Mościckiego zafascynował „problem azotowy". Głównym źródłem uzyskiwania azotu, wykorzystywanego do produkcji nawozów sztucznych, była saletra chilijska.